W drugiej części artykułu publikujemy wywiad dowódcy Ghost Teamu –
Terenowego z lokalną gazetą „Teraz Słupsk” . Była to rozmowa o tematyce
naszej grupy rekonstrukcyjnej i częściowo o Airsofcie. Zapraszamy do
lektury.
Treść rozmowy:
Skany z gazety:
Treść rozmowy:
> Rozmowa z Bartoszem Wrześniakiem, pasjonatem ASG i członkiem Ghost Team’u.
- Na czym polega uprawiana przez ciebie i twoich kolegów zabawa w wojnę? Tworzycie zwartą grupę, wszystkich podniecają wyprawy w teren, kilometrowe marsze w pełnym rynsztunku, noclegi pod gołym niebem. A co najważniejsze, nie ma żadnej ściemy, wszystko musi być prawdziwe, lub jak prawdziwe. Prawie jak w armii.
> Rzeczywiście, mając na uwadze zacięcie grupy rekonstrukcyjnej cały sprzęt i umundurowanie musi być zgodne z oryginałem i danym okresem czasu. Moja grupa wybrała specjalizację na współczesny specnaz, czyli rosyjskie jednostki specjalne. Więc wszystko musi być made in Russia. Inne grupy wolą odtwarzać np. jednostki amerykańskie lub biegają w sprzęcie polskim czy nawet norweskim . Mamy prawdziwy ekwipunek dzięki zaangażowaniu wielu znajomości importujemy oryginały takie jak kamizelki, namioty, śpiwory, ładownice czy radiostacje. Jedynie broń jest idealną repliką. Śledzimy z uwagą pokazywane w mediach akcje rosyjskich komandosów, analizujemy je wspólnie, uczymy się strategii, dużo czytamy a potem idziemy w las i staramy się wszystko wiernie odtworzyć, przyjmując w działaniu taktykę współczesnego specnazu.
- Co dokładnie ciągnie was do airsoftu?
> W dużym uproszczeniu wyruszamy do lasu z chęcią postrzelania do siebie. Airsoft stał się moim nałogiem, zresztą od dzieciństwa nie lubiłem siedzieć w domu, ciągnęło mnie w teren. Moi koledzy, zawodowo związani z wojskiem traktują airsoft jako okazję do treningu umiejętności. Wszystko w moim życiu toczy się wokół wojskowości, zamierzam nawet studiować Bezpieczeństwo Narodowe. Niewątpliwie potyczki airsoftowe to zastrzyk adrenaliny, mam okazję do sprawdzenia się w warunkach bojowych. Nie ukrywam bywa ciężko, oprócz sprawności fizycznej potrzebna jest silna psychika. Czasami wyruszamy na kilkugodzinne wypady, czasami na kilkudniowe, potrafimy przejść kilkadziesiąt kilometrów z ciężkim ekwipunkiem. Do tego taplanie się w błocie, spanie pod plandekami, jedzenie wyłącznie tego, co się ma w plecaku. Jesteśmy zamkniętą, sprawdzoną grupą. Wiemy na co nas stać, niechętnie przyjmujemy nowych, stawiamy na jakość nie ilość. Zresztą rzadko kto ma tyle samozaparcia, żeby się nie ugiąć w ekstremalnych warunkach. Prawdopodobnie żaden malarz czyli okazjonalny gracz w paintball nie dałby rady na takiej wyprawie.
- Zdarzały się nieprzewidziane sytuacje bojowe?
> – Zdarzały się i zdarzają. Przeważnie siedzimy głęboko w lesie, tak, by wokoło nie było obcych. Jednak bywało, że natykali się na nas grzybiarze i alarmowali służby mundurowe, że po lesie biegają ludzie z bronią. Mieliśmy również zabawną sytuację, gdy leżeliśmy idealnie zamaskowani, niewidoczni do tego stopnia, że ludzie spacerujący bez skrępowania tuż przed nami robili siusiu.
- Na czym polega uprawiana przez ciebie i twoich kolegów zabawa w wojnę? Tworzycie zwartą grupę, wszystkich podniecają wyprawy w teren, kilometrowe marsze w pełnym rynsztunku, noclegi pod gołym niebem. A co najważniejsze, nie ma żadnej ściemy, wszystko musi być prawdziwe, lub jak prawdziwe. Prawie jak w armii.
> Rzeczywiście, mając na uwadze zacięcie grupy rekonstrukcyjnej cały sprzęt i umundurowanie musi być zgodne z oryginałem i danym okresem czasu. Moja grupa wybrała specjalizację na współczesny specnaz, czyli rosyjskie jednostki specjalne. Więc wszystko musi być made in Russia. Inne grupy wolą odtwarzać np. jednostki amerykańskie lub biegają w sprzęcie polskim czy nawet norweskim . Mamy prawdziwy ekwipunek dzięki zaangażowaniu wielu znajomości importujemy oryginały takie jak kamizelki, namioty, śpiwory, ładownice czy radiostacje. Jedynie broń jest idealną repliką. Śledzimy z uwagą pokazywane w mediach akcje rosyjskich komandosów, analizujemy je wspólnie, uczymy się strategii, dużo czytamy a potem idziemy w las i staramy się wszystko wiernie odtworzyć, przyjmując w działaniu taktykę współczesnego specnazu.
- Co dokładnie ciągnie was do airsoftu?
> W dużym uproszczeniu wyruszamy do lasu z chęcią postrzelania do siebie. Airsoft stał się moim nałogiem, zresztą od dzieciństwa nie lubiłem siedzieć w domu, ciągnęło mnie w teren. Moi koledzy, zawodowo związani z wojskiem traktują airsoft jako okazję do treningu umiejętności. Wszystko w moim życiu toczy się wokół wojskowości, zamierzam nawet studiować Bezpieczeństwo Narodowe. Niewątpliwie potyczki airsoftowe to zastrzyk adrenaliny, mam okazję do sprawdzenia się w warunkach bojowych. Nie ukrywam bywa ciężko, oprócz sprawności fizycznej potrzebna jest silna psychika. Czasami wyruszamy na kilkugodzinne wypady, czasami na kilkudniowe, potrafimy przejść kilkadziesiąt kilometrów z ciężkim ekwipunkiem. Do tego taplanie się w błocie, spanie pod plandekami, jedzenie wyłącznie tego, co się ma w plecaku. Jesteśmy zamkniętą, sprawdzoną grupą. Wiemy na co nas stać, niechętnie przyjmujemy nowych, stawiamy na jakość nie ilość. Zresztą rzadko kto ma tyle samozaparcia, żeby się nie ugiąć w ekstremalnych warunkach. Prawdopodobnie żaden malarz czyli okazjonalny gracz w paintball nie dałby rady na takiej wyprawie.
- Zdarzały się nieprzewidziane sytuacje bojowe?
> – Zdarzały się i zdarzają. Przeważnie siedzimy głęboko w lesie, tak, by wokoło nie było obcych. Jednak bywało, że natykali się na nas grzybiarze i alarmowali służby mundurowe, że po lesie biegają ludzie z bronią. Mieliśmy również zabawną sytuację, gdy leżeliśmy idealnie zamaskowani, niewidoczni do tego stopnia, że ludzie spacerujący bez skrępowania tuż przed nami robili siusiu.
Skany z gazety:

